Warszawskie dzieci poszły w bój…
Piątek 14 listopada 2014
Niemal przez cały rok jesteśmy świadkami mniejszych lub większych obchodów 70. rocznicy powstania warszawskiego. Owa siedemdziesiątka zainspirowała także filmowców, którzy, chwyciwszy za kamery rzucili się do przedstawiania losów walczącej Warszawy.
Robili to zgodnie z wizją, która akurat w danym momencie wypełniła ich artystyczne głowy lub po prostu odnosili się wyłącznie do komercyjnych aspektów wydarzenia, stawiając na tanie efekciarstwo. Przez to na ekranie królowały głównie wybuchy i niezrozumiałe krzyki, a losy walczącej młodzieży przypominały niekiedy współczesną telenowelę. Mam na myśli pewien serial telewizyjny, którego nie polecałbym nikomu, kto chciałby poszerzyć swoją wiedzę o tych mrocznych dniach. A już młodym wręcz zakazuję zbliżania się do telewizorów podczas emisji owego tasiemca (przez grzeczność nie podam tytułu, choć większość z Was pewnie i tak wie, o co biega).
Zupełnie inaczej ma się rzecz z „Miastem 44”, które, prócz wartkiej akcji i efektów specjalnych rodem z „Matrixa” lub „Pearl Harbor” (to komplement), pokazuje wszystko w taki sposób, że widz dosłownie doznaje ataków klaustrofobii w brudnych kanałach, którymi przemieszczali się powstańcy lub chowa głowę przed wszędobylskimi kulami. Dawno nie zrobiono w Polsce tak realistycznego obrazu, a to, że dotyczy on czasów wojny i powstania, przypomina nam, że to wszystko działo się przecież całkiem niedawno.
Również wątek romantyczny, który zawsze w podobnych obrazach powodował u mnie zażenowanie i chęć wyjścia z kina, w tym filmie nie jest zbyt nachalny, a swą tragiczną, powstańczą naturalnością ujmie chyba każdego.
W filmie raz po raz przeplatają się opinie bohaterów na temat zasadności organizowania zbrojnego zrywu w stolicy. Podobną dyskusję można by toczyć w nieskończoność, dlatego pozostańmy przy tych, którzy chwycili za broń i oddali w walce to, co mieli najcenniejsze. Akurat te rzeczy nie podlegają przecież żadnej dyskusji, a w obrazie Jana Komasy zostały pokazane jak nigdy wcześniej.
Wojciech Obremski





